Pogoda Łódź

- Prawa Łódź -

Artykuł

Świerczewski za 50 zł

06 05. dariusz antkiewicz   pięćdziesiąt złotych z prl u min
22 Kwietnia
15:10 2017

Postać gen. Karola Świerczewskiego „Waltera” większości czytelników kojarzyć się będzie z 50-złotowym banknotem z poprzedniego ustroju. Wiadomo, że zginął w Bieszczadach po II wojnie światowej oraz że brał wcześniej udział w hiszpańskiej wojnie domowej. Naturalnym wydaje się pytanie – co ów człowiek zrobił, by dosłużyć się generalskich wężyków z trzema gwiazdkami.
Karol Świerczewski był warszawiakiem urodzonym w 1897 r. w rodzinie robotniczej i miał sześcioro rodzeństwa. Po skończeniu dwóch klas szkoły powszechnej zaczął uczyć się tokarstwa, a jako 15-latek był już pomocnikiem tokarza w warszawskich zakładach „Gerlach”. Uczęszczał jednocześnie do szkoły wieczorowej. W sierpniu 1915 roku w trakcie I wojny światowej został ewakuowany w głąb carskiej Rosji, gdzie pracował w wyuczonym zawodzie. W następnym roku został powołany do odbycia służby w armii carskiej, a w 1917 – po rewolucji październikowej – dołączył do bolszewików. Brał udział w walkach przeciwko oddziałom białych i wstąpił do partii komunistycznej. W listopadzie 1918 roku, kiedy Polska świętowała odzyskanie niepodległości, Świerczewski był już komisarzem politycznym i brał udział w tłumieniu antybolszewickiego powstania na Ukrainie. Uczestniczył też w walkach z oddziałami gen. Denikina, za co został awansowany na dowódcę batalionu.
Podczas wojny polsko-bolszewickiej walczył przeciwko polskim oddziałom i dwukrotnie został ranny. Fakt ten miał istotne znaczenie dla jego dalszej kariery. Już w 1921 Świerczewskiego skierowano do wyższych szkół wojskowych, które ukończył sześć lat później. W 1928 został oficerem radzieckiego wywiadu wojskowego, a po roku był już szefem jednego z zarządów Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. Dwa lata później mianowano go komendantem wojskowej szkoły politycznej. W latach 1936-38, kiedy Stalin rękami Jeżowa przeprowadzał czystki w armii, Świerczewski przebywał w Hiszpanii, biorąc udział w tamtejszej wojnie domowej z siłami gen. Franko. To tam przyjął pseudonim „Walter” i – co ciekawe – zaprzyjaźnił się z Ernestem Hemingwayem, który uwiecznił go w swojej książce „Komu bije dzwon” pod postacią gen. Golza.
Po powrocie do Moskwy został odznaczony najwyższymi orderami ZSRR. Za swoją pracę pt. „Operacja saragoska” opisującą doświadczenia z wojny w Hiszpanii otrzymał w 1940 r. nagrodę stalinowską. Wkrótce został awansowany na generała brygady Armii Czerwonej i objął funkcję wykładowcy w Akademii Wojskowej, a następnie komendanta kursu grup specjalnych. Tę ostatnią pełnił do napaści Niemców na ZSRR 22 czerwca 1941.
Już sam początek wielkiej wojny ojczyźnianej zweryfikował umiejętności dowódcze gen. Świerczewskiego. Kierowana przez niego dywizja nie osiągnęła wytyczonego celu, została natomiast doszczętnie zniszczona. Z 10 000 podległych mu żołnierzy przeżyło… 5! Jego rozkazy były nieracjonalne, gdyż wydawał je w stanie upojenia alkoholowego. To, że nie został za to pociągnięty do odpowiedzialności przed sądem wojennym mógł zawdzięczać wyłącznie sympatii samego Stalina. Na skutek popełnienia ewidentnych błędów Świerczewskiego przesunięto na tyły, do oddziałów rezerwowych. Następnie mianowano go komendantem jednej ze szkół oficerskich. W połowie sierpnia 1943 z polecenia Stalina został skierowany do obozu w Sielcach nad Oką jako zastępca dowódcy 1 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. W marcu 1944 był już gen. dywizji Armii Polskiej i pełnił funkcję zastępcy dowódcy tej armii – gen. Berlinga. Relacje między nimi były złe, często dochodziło do konfliktów wynikających z alkoholizmu Świerczewskiego i faktu, że nie liczył się z życiem podległych mu żołnierzy. W sierpniu i wrześniu 1944 Świerczewski był odpowiedzialny za organizację 2 i 3 Armii Wojska Polskiego. W grudniu 1944, kiedy nasze wojska wchodzące w skład frontu ukraińskiego coraz bardziej parły na Zachód, Świerczewski został dowódcą 2 Armii WP.
Operacja łużycka rozpoczęła się w połowie kwietnia 1945 r. i odegrała istotną rolę w ostatecznym osiągnięciu celu, jakim było zdobycie Berlina i zakończenie wojny. Stroną nacierającą był 1 Front Ukraiński dowodzony przez marsz. Iwana Koniewa, w skład którego wchodziła m.in. 2 Armia WP (89 tys. żołnierzy). Jedną z części tej operacji była bitwa pod Budziszynem (Bautzen – 50 km od naszej dzisiejszej granicy), w której brały udział 2 Armia WP, 52 Armia Radziecka i częściowo 5 Armia Gwardii. Bitwa ta „dzięki” Świerczewskiemu okazała się ostatnią udaną ofensywą wojsk niemieckich i sromotną klęską wojsk polskich. Bilans strat w ludziach wyniósł 27% wszystkich poniesionych przez Wojsko Polskie na froncie wschodnim od 1943 do 1945 roku! Jeszcze przed bitwą Koniew – świadomy niekompetencji Świerczewskiego – powierzył mu osłonę lewego (południowego) skrzydła frontu. Przekazał mu też dokładne wytyczne, których przestrzeganie pozwalało na skuteczne odparcie Niemców. Nie było to zadanie wygórowane. Koniew wiedział, że Świerczewski ma zostać polskim bohaterem narodowym i zasłużonym dowódcą. Ten jednak zlekceważył wszystkie rozkazy i wytyczne. Już drugiego dnia operacji samowolnie podjął decyzję o osobistym zdobyciu Drezna.
Świerczewski dysponował poważnymi siłami (min. 500 czołgów), ale brakowało mu dostatecznego rozpoznania. Ponadto polskie oddziały tworzyli wówczas żołnierze niedawno powołani do służby i choć ich wyposażenie było bardzo dobre, to brakowało im doświadczenia bojowego. Siły niemieckie, mimo że mniej liczne (ok. 50 tys. żołnierzy i 300 czołgów) składały się z resztek elitarnych jednostek SS (przeważnie pancernych, ale też spadochronowych). Początkowo inicjatywa Świerczewskiego przebiegała pomyślnie, jego wojska przełamały pierwsze linie obrony. Dowódca zlekceważył jednak sygnały płynące od 52 Armii (walczyła na styku z oddziałami polskimi) o sile niemieckich kontrataków. Wojska Świerczewskiego, nacierając na Drezno, zostały rozpostarte na przestrzeni ok. 50 km, dzieląc się na 3 odrębne zgrupowania. Niebawem Niemcy otoczyli główne siły WP (w przeciwieństwie do Polaków mieli doskonałe rozpoznanie) i dokonały ich rozbicia. Sztab II Armii WP stracił kontrolę nad sytuacją, popełniał błąd za błędem, rozkazy często były sprzeczne ze sobą. Piechota nie otrzymała wsparcia czołgów, gdyż Niemcy niszczyli je masowo, natomiast artyleria nie miała osłony piechoty. Przed ostatecznym rozbiciem naszą II Armię uratował marszałek Koniew, który przyszedł z odsieczą i osobiście objął nad nią dowództwo, uporządkował fatalne rozmieszczenie polskich oddziałów i uzupełnił siłami odwodowymi.
Cała operacja łużycka trwała 2 tygodnie, tydzień później nastąpiła kapitulacja Niemiec, a 5 dni przed nią (3 maja 1945) Świerczewski został mianowany generałem broni WP. Po wojnie był kolejno generalnym inspektorem osadnictwa wojskowego, dowódcą okręgu wojskowego i wiceministrem obrony narodowej. Jego działalność powojenna cechowała się realizacją wskazówek Stalina, co powodowało, że był on – jak to się dziś mówi – niepopularny nie tylko w środowiskach opozycyjnych, lecz także wśród przedstawicieli ówczesnych władz państwowych i partyjnych.
Zginął 28 marca 1947 roku podczas przeprowadzania inspekcji bieszczadzkich garnizonów w miejscowości Jabłonki (rejon Cisnej). Do zdarzenia doszło w ten sposób, że ponoć Świerczewski spontanicznie (pomimo odradzania mu tego) zmienił plany i udał się na kontrolę jeszcze jednego posterunku. W drodze na miejsce kolumna miała wpaść w zasadzkę jednego z oddziałów UPA. Okoliczności śmierci Świerczewskiego dotąd nie zostały jednak ostatecznie wyjaśnione. Oficjalna komisja śledcza stwierdziła, że zginął od 2 kul, tymczasem w zachowanym mundurze generała widoczne są 3 przestrzeliny, a w jego części plecowej uszkodzenie wskazujące na przekłucie bagnetem. Dziwić też może mała liczba zabitych innych członków konwoju – prócz generała zginęli tylko jego adiutant i kierowca. Istnieje teoria, że zasadzka była mistyfikacją, gdyż Świerczewski nie był „na rękę” ówczesnym władzom partyjnym, a przy okazji jego śmierć mogła stać się pretekstem do przeprowadzenia akcji „Wisła”.
Jak potoczyłyby się losy warszawskiego tokarza, gdyby nie wybuch wojny i przemiany ustrojowe? Podobne pytanie można by stawiać w stosunku do wielu osób żyjących w tamtym okresie, ale to wizerunek Świerczewskiego znalazł się na charakterystycznym, zielonym banknocie PRL. Może nieprzypadkowo jego podobiznę umieszczono na nominale o tak niskiej wartości? Być może było to swego rodzaju sprawiedliwą miarą jego umiejętności dowódczych?
Z Łodzią łączył Karola Świerczewskiego fakt, że ostatnim jego miejscem zamieszkania była kamienica przy ul. Kilińskiego 82 – charakterystyczny budynek naprzeciwko poczty, przy skrzyżowaniu z ul. Tuwima.

O Autorze

Dariusz antkiewicz 300x300

Dariusz Antkiewicz

Dariusz Antkiewicz (1969) - absolwent politologii na Uniwersytecie Łódzkim i były kandydat do Senatu RP z ramienia partii KORWiN w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Należy do partii Porozumienie J. Gowina.

Komentarze (0)

Napisz komentarz